W zawieszeniu

Mój plan czytania Biblii zakończył się sukcesem! 10 marca mogłem powiedzieć: przeczytałem całe Pismo Święte. Jednocześnie regularnie opisywałem to, czym karmiłem się dzień po dniu (patrz strona Od deski do deski).

Czytania nie zaprzestałem 🙂 ale na razie zawieszam pisanie „Wyssanego z Pisma” i zapraszam do czytania mojego drugiego bloga:

dziennik-baner

Reklamy

Patrz i słuchaj

Jeśli teraz mogłeś przyjrzeć się ze szczegółami swojej kuchni, siedząc tu z zamkniętymi oczami – mówił dziś Gary Oates – to znaczy, że możesz też mieć Boże wizje.

Jeśli potrafisz wyobrazić sobie siebie w tej scenie z Ewangelii Jana, gdy Jezus siedzi przy studni Jakuba, jeśli wyobrażasz sobie, jak rozmawiasz z Jezusem, to znaczy, że możesz słyszeć Boży głos.

Kiedy Bóg mówi, to właśnie przez myśli pochodzące nie z mózgu, ale gdzieś z serca, przychodzące spontanicznie, o których wiesz, że ich sobie nie wydumałeś. Ale ważne: patrz. Jak Jan…

„Potem zobaczyłem, a oto drzwi były otwarte w niebie, a pierwszy głos, który słyszałem, jakby trąby mówiącej do mnie, powiedział: Wstąp tutaj, a pokażę ci, co się ma stać potem” Obj. 4:1

To jedna myśl, którą zapamiętałem, choć na konferencji siedziałem krótko. Czasem lepsza jedna myśl wzięta do serca, niż cały zeszyt notatek.

Zdarza mi się słyszeć Boga. Czasem jestem nieposłuszny. Na przykład szedłem raz ulicą wzdłuż płotu budowy. Jadłem orzeszki. Z bramy wyszedł ochroniarz. Słyszę głos, jakby myśl: – Poczęstuj go. Poczęstuj.

Nie zrobiłem tego, a szkoda. Kto wie, co by się stało dalej. A teraz siedziałem na tej konferencji z Oatesem. Usłyszałem co nieco. I słyszę znów, ale w głowie: – Dobra chodźmy.
– Ale co, Jezu, może posiedzę jeszcze chwilę.
– No idźmy.
– Na pewno?
– Ja idę. Idziesz ze mną? Jak chcesz.
No to się podniosłem i wyszedłem. I schodziłem z nim po schodach.

– Tata, tata, tata! – Przywitała mnie córeczka (1,5 roku). Pocałunkiem przywitała mnie żona. A potem zjedliśmy czekoladowe ciasto we czwórkę. A teraz piszę te słowa i myślę: jak dobrze jest słyszeć Boga. A jeszcze lepiej jest słuchać się tych słów.

Lider do wora, wór do jeziora

Dzisiaj już nie ma prawdziwych autorytetów. Tak się mówi. A jeśli to prawda, to dlaczego? Takie marne są ostatnie pokolenia? Najwyraźniej tak. I nie dlatego, że nie rodzą geniuszów, godnych i charyzmatycznych. Ale dlatego, że autorytetów nie znosimy.

Spotkałem się z człowiekiem, który wprost mówi, że nienawidzi jakichkolwiek prób nauczenia go, narzucenia czegokolwiek z góry, nakazania, wymagania. Od razu czuje się w opresji, zdominowany, zniewolony. Są ludzie, którzy boją się społeczności, wspólnot o zażyłych relacjach. Jak słyszałem, nie chcą o tym słyszeć, żeby ktoś się o nich troszczył, zaglądał im w życie i jeszcze, na domiar złego, chciał pomagać. „O, nie, dziękuję, postoję!”

Szczerze mówiąc, nie rozumiem tego. Pewnie ma to jakiś związek z doświadczeniami rodzinnymi – z ojcem, matką… Trudno tu cokolwiek uogólnić. Ale zaryzykuję powiedzenie, że ta niechęć do dobrowolnego poddawania się radom mentorów albo opiniom i korekcie przyjaciół, ludzi bliskich jak rodzina – jest przyczyną dla dzisiejszego braku autorytetów.

I najśmieszniejsze jest to, że tracą na tym najwięcej nie autorytety, ale… ja sam, który autorytet odrzucam. Ja i my. „My”, jeśli ten bunt jest zbiorowy. Tak, jak się zdarzyło Izraelitom na pustyni:

Połączyli się, by wystąpić przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi, i rzekli do nich: – Dość tego! Cały bowiem zbór, wszyscy w nim są święci, i Pan jest wśród nich; dlaczego więc wynosicie się ponad zgromadzenie Pańskie? (4 Moj. 16:3, BW)

Mojżesz nie dyskutował z nimi. Nie próbował udowodnić, że nie jest wielbłądem. Zarządził coś w rodzaju testu. Jak to się skończyło, to się okazuje przed końcem rozdziału, polecam lekturę. Streszczę to jednym słowem: źle. Dla buntowników oczywiście. Karę zesłał sam Bóg. Mojżesz mógł tylko patrzeć, wytrzeszczyć oczy, złapać się za głowę i prosić „już wystarczy!” Bo w następnym rozdziale sytuacja się zaognia.

Przecież to jest takie współczesne! Jak często kwestionuje się dzisiaj zasadność postaw, decyzji, działań liderów… Nie tylko w kościołach. A punktem wyjścia jest zwykle to samo, jak wyżej: „wszyscy tacy święci, a wy się wynosicie”. Myślę, że ostatnią rzeczą, na jaką ma ochotę lider „pod ostrzałem” buntowników, jest udowadnianie, kim jest i dlaczego.

Liderzy, jak Mojżesz, są tylko ludźmi. To, jak mną kierują, muszę zawsze rozsądzać. Ale to nie musi, nie powinno iść w parze z kwestionowaniem ich pozycji. Bo są jak „święte krowy”? Nie. Bo nie przewidzę, jak to się skończy dla mnie, jeśli nie mam racji. A katastrofa przyjdzie z tej strony, z której zupełnie się jej nie spodziewam.

Przerwa wakacyjna

Postanowione! W zeszłych latach jakoś tak się działo, że gdy przychodziły miesiące letnie, pisałem mniej. To fakt. Próbowałem to sobie jakoś tłumaczyć, a tym razem po prostu zrobię sobie przerwę. Nie wykluczam, że coś tu się pojawi do końca sierpnia, ale nie będę się silił na żadną regularność. Nauczony doświadczeniem nie obawiam się też, że zrobi się z tego dłuższa przerwa. Po prostu potrzebuję odpoczynku. W pewnym sensie utożsamiam się z uczniami Jezusa, opisanymi w tym fragmencie:

I zeszli się apostołowie u Jezusa, i opowiedzieli mu wszystko, co uczynili i czego nauczali. I rzekł im: – Wy sami idźcie na osobność, na miejsce ustronne i odpocznijcie nieco. – Albowiem tych, co przychodzili i odchodzili, było wielu, tak iż nie mieli nawet czasu, żeby się posilić. (Mar. 6:30-31, BW)

A zatem do zobaczenia, do przeczytania w nowym roku szkolnym!